Późną nocą nie wiem po co, ludzie się pod górę pocą
Ciężki oddech ciężki plecak, jedno tylko ich podnieca
Tam wysoko na polanie będzie piękne bacowanie
Bacowanie, bacowanie to prawdziwy życia raj
Nigdy nie wiesz co się stanie, wietrze wiej
Wietrze wiej, wietrze graj!
A na hali domek z bali nawet Tatry widać z dali
Kryta gontem kurna chata w środku wicher wiatr zamiata
W lecie - mówiąc między nami - tam juhasy śpią z owcami
Chęci szczere, więc siekierę w obie dłonie mocno bierę
Zbieram siły me w dwójnasób, trzeba drewno przynieść z lasu
Potem się przyjrzałem dobrze zamiast suszki ściąłem modrzew
Do źródliska gdzie zdrój tryska przez wykopy, przez urwiska
Czysta woda zdrowia doda w rąk wyschniętych to ochłoda
Lecz się nagle robię słaby - w wodzie się kochają żaby!
A więc pulpa, mea culpa, będzie słona do mi sól tam
Cała wpadła zamiast ryżu, tamta puszka była niżej
Doświadczenie moją wiedzą - będą głodni wszystko zjedzą
Watra płonie wszyscy do niej przemarznięte grzeją dłonie
Na gitarze zagram pięknie, aż im wszystkim serce pęknie
Gdy już każdy się zadumał zamiast serca pękła struna