Popękana na nim zbroja
I zadano wiele ran
Ledwie miecza pół
W mdlącej trzyma dłoni
Kurz kolory skrył
A z proporca tylko strzęp
Swym łopotem krzyczy, że
Nie złoży broni
Wkoło wrogi tłum
Zwartym pręgiem szedł
i szyderstwem ciskał
W dumę tego trwania
Tarcza pękła już
U stóp leży w prochu hełm
Tylko oczu blask
Od ciosu go osłonił
A iść przecież miał w zupełnie inną sronę
I marzenia drogą gładzić zamiast gniew
Taki dziwny świat ciągle wkoło tylko zew
A my wciąż w pół drogi tej nie określonej
Zobaczyłem raz wyraźnie
jak ucieka moje dno
A ja razem z nim
Zapadam się w otchłanie
Kłamstwa zew i trud
Strachem jest wolności głód
Ludzie prawi pozostają
Mi nieznani
aG
aG
a
Ge
aG
ea
aG
Ga
aGe
aGe
aGea
aGe